"FUNDACJA POLSKA SIĘ UPOMNI"

"Naród tworzą ludzie Honoru, ludzie świadomi wspólnych wartości,
którym służyły pokolenia ich poprzedników"

myśl z wykładów
prof. Józefa Chałasińskiego


Wyroki śmierci na żołnierzy podziemia w latach 1944-1946

Maria Turlejska w książce "Te pokolenia żałobami czarne... Skazani na śmierć i ich sędziowie", podaje krótkie wyciągi i streszczenia z własnym komentarzem z materiałów archiwalnych, sądów wojskowych z lat (1944-1946), dotyczące 431 spraw w których skazano na karę śmierci 676 osób. Ilość spraw i skazanych nie jest pełna, mordów sądowych w tym czasie i później, popełnionych pod dyktando PPR i PZPR była wielokrotnie większa. Nie sposób podać wszystkich zamieszczonych przez autorkę przykładów. Poniżej podajemy kilkanaście przykładów dla pokazania drastyczności stosowanych prześladowań w stosunku do ludzi bardzo młodych mordowanych bez litości. Zapis zdarzeń oddany jest ze stosowanym w komunistycznych dokumentach językiem pełnym zakłamania, wymuszonych deklaracji o skrusze, przymuszaniu przez dowódców do prowadzenia działalności, sugerowania przestępczości pospolitej. Podając te zapisy do publicznego wglądu, chcę oddać hołd bohaterom Polski Niepodległej zamordowanym przez PPR -owskich komunistycznych zdrajców. Cześć ich pamięci.

Jerzy Scheur


TADEUSZ MAŃKOWSKI, ur. 1923, rolnik, członek AK od 1943, STEFAN PACZKOWSKI, ur. 1919, ślusarz, członek AK od 1942 do 1944, aresztowani 10 VII 1945. Oskarżeni o zatrzymanie pociągu w pow. Garwolin i udział w bandzie "Kruka", o wydawanie ulotek w Sopocie, posługiwanie się fałszywymi dokumentami, o napad na kasę w stoczni, gdzie obaj brali udział w ubezpieczeniu.
WSR w Gdańsku [data nieznana, nr sprawy 218/45] zasądził obu na karę śmieci. Major Adam Gajewski określił skazanych jako element wybitnie zdegenerowany i zbrodniczy, bezwartościowy dla Państwa.. [Decyzji B. Bieruta nie znamy. Uderza tu (typowy dla innych spraw) brak odpowiedzi na takie pytania, jak - kim był dowódca bandy "Kruk"?, dlaczego na stanął przed sądem i nie został skazany, choćby nawet zaocznie? Kto wziął 1,5 mln zł zagarnięte w kasie stoczni gdańskiej? (Bo skazanym tego nie zarzucano, wszak tylko ubezpieczali tę akcję dokonaną przez nieznanych sprawców.)].

STANISŁAW KARWOWSKI, BOLESŁAW DOMINIK, WACŁAW ROGALA, FRANCISZEK KLAMA, ZYGMUNT URBAŃSKI, młodzi ludzie, byli akowcy z przasnyskiego, o których nic prawie nie wiadomo.
9 I 1946 [prawdopodobnie WSO w Warszawie] skazani na śmierć za dokonywanie rabunków. We wniosku Wydziału Prawnego z 13 II 1946 (podpisanym przez B. Walawskiego) stwierdzono, że: "Każdy z nich w swych wyjaśnieniach powoływał się na rozkazy, pod wpływem których dopuszczał się przestępstwa. Dowódcy NSZ rzekomo mieli grozić śmiercią za niewykonanie rozkazu. Takie tłumaczenie się nie usprawiedliwia skazanych", oraz że stan faktyczny nie budzi wątpliwości wobec przyznania się oskarżonych do winy. W zastępstwie nieobecnego B. Bieruta wyrok zatwierdził R. Zambrowski.
[Skazano oskarżonych na śmierć, chociaż nie zarzucano im dokonania morderstwa, choć nie ujawniono, kto był dowódcą grożącym śmiercią za niewykonanie rozkazu, choć po raz pierwszy popełnili przestępstwo]. Matka jednego ze skazanych Franciszka Klama ze wsi Lipa, gm. Jednorożec, pow. Przasnysz, pisała w podaniu, że starszy jej syn Mieczysław, zabrany przez Niemców w 1943 zaginął bez wieści. Mąż stary i chory, dwie córki w wieku 16 i 10 lat. Syn gospodarował i cały czas wojny był w konspiracji. "Teraz chłopca zmuszono do dalszej pracy, a że jeszcze jest bardzo młody, bo jeszcze niepełnoletni, więc błagam Pana Prezydencie, daruj życie memu synowi. Wybacz mu jego błędy i nie odbieraj życia, które potrzebne jest naszej Ojczyźnie i mnie - starej matce". Podobne podania z tejże wsi pisała Konstancja Przybyłek, matka B. Dominika. Syna jej Wacława, Niemcy wzięli w 1942 i już do domu nie wrócił. Bolesław za Niemców pracował cały czas w organizacji, "na polityce się nie wyznawał, popełnił błąd, że dał się namówić przez kolegów do dalszej pracy, błagam o darowanie mu życia. Za błąd swój odpokutuje, ale dla Polski i starej matki, która życie jednego syna Ojczyźnie już dała, daruj Panie Prezydencie życie drugiego mego dziecka".

ANTONI SĘKOWSKI, lat 25, mała matura, EDMUND KASPRZYK, lat 23, uczeń szkoły technicznej, JÓZEF PAWLIK, lat 23, bez zawodu, WŁADYSŁAW JANUSZEWSKI, lat 22, robotnik. Oskarżeni o udział w NSZ (od III do VII 1945) i o to, że stanowili grupę dywersyjną dokonującą napadów na terenie Katowic, Olkusza i Będzina. Sękowski miał mieć kontakt z "generałem" Ziem Zachodnich NSZ "Florą" i szefem wywiadu, "Onufrym". [Żaden z nich nie stanął przed sądem; były to postacie mityczne, zmyślone]. Sekowski wrócił z Francji do Polski, zaniechał działalności, zamierzał się ujawnić.
28 II 1946 sąd wojenny w Katowicach skazał ich na karę śmierci. Sąd uznał, że Kasprzyk, Pawlik i Januszewski powinni skorzystać z prawa łaski i że należy zamienić karę na 15 lat więzienia ze względu na młody wiek i zasługi w walkach z Niemcami. We wniosku Wydziału Prawnego KRN (podpisanym przez W. Barcikowskiego), podkreślano, że także Sękowski walczył z Niemcami, a pozostali grali podrzędną rolę NSZ, bali się aresztowania, chcieli się ujawnić i czekali na odpowiednie zarządzenia w tej sprawie; wnoszono o dożywotnie więzienie dla Sękowskiego, a dla pozostałych po 15 lat. B. Bierut (15 IV 1946) nie skorzystał z prawa łaski w stosunku do żadnego ze skazanych.

ZYGMUNT WOLANIN, lat 31, urzędnik państwowy, wykształcenie średnie, 3 dzieci; ROMAN JAROSZYŃSKI, lat 30, podoficer zawodowy, po 4 klasie gimnazjum; WŁADYSŁAW ŁUSZCZYŃSKI, lat 24, agronom klasztorny, po 3 klasie gimnazjum; WŁADYSŁAW ŻWIREK, lat 35, nauczyciel, ukończył AWF; ZYGMUNT ROGULSKI, lat 60, oficer zawodowy, ukończył Wydział rolny UJ, żonaty; STANISŁAW KACZMARCZYK, lat 24, dyżurny ruchu PKP, po 4 klasie gimnazjum; WŁADYSŁAW ULANOWSKI, lat 25, fotograf. Oskarżeni w procesie tak zwanego PAS - u lubelskiego, odbywającym się w Warszawie przez cały miesiąc. Przed sądem stanęło 23 oskarżonych o pacyfikację wsi Wierzchowiny 6 VI 1945 i o różne inne czyny. [Zwraca uwagę fakt, że proces odbył się w późniejszym niż zapowiadany terminie i nie w Lublinie, jak to powinno być zgodnie z właściwością terytorialną i jak zresztą zapowiadała prasa]. Żaden z oskarżonych (prócz jednego) nie był obecny przy pacyfikacji, w której zginęło 193 mieszkańców polsko - ukraińskiej wsi Wierzchowiny na pograniczu powiatów krasnystawskiego i chełmskiego - kobiety, dzieci, starcy, ani nie wydał do niej rozkazu.

Oskarżeni przyznawali się tylko do udziału w nielegalnej organizacji. [Wgląd w akta sprawy jeszcze mocniej przekonuje, że z Wierzchowinami mieli mało wspólnego lub nic. Sprawa została sfabrykowana, by przerzucić winę na innych. Pacyfikacja była niewątpliwie dziełem wojsk lub KBW - zemstą na Ukraińcach]. Wolanin (ps. "Zenon"), główny oskarżony w procesie, oskarżony był o to, że do 29 IX 1945 był komendantem II rej. NSZ w Łukowie, kontaktował się z dowódcami band leśnych i przekazywał im rozkazy dokonywania napadów rabunkowych. Sąd uniewinnił do następujących zarzutów: udziału w napadach rabunkowych, wydawania rozkazów wykonywania wyroków śmierci, jak też przygotowania akcji na Wierzchowiny, i ocenił, że jego działalność ograniczała się wyłącznie do ram organizacji nielegalnej. Sąd wnioskował, by go ułaskawić, zaznaczając, że walczył on Niemcami, zerwał z organizacją (VIII 1945), nie czytając spalił przekazany mu list, powiedział, że żadnych poleceń nie będzie przyjmował; zaczął pracę w Powiatowym Urzędzie Ziemskim w Krasnymstawie w połowie VII 1945. W sumie sąd uznał, że Wolanin podlega amnestii. Jaroszyński był w pionie bojowym AK do 18 IX 1944 [co robił do III 1945 - nie wiadomo], III - IV 1945 miał być dowódcą oddziału leśnego NSZ i szefem PAS na Podlasiu; kontaktował się "Henrykiem". Oskarżony nadto o to, że strzelał z działka do wojskowego samochodu [jedynym materiałem dowodowym w jego sprawie były jego własne zeznania]. Twierdził, że przyglądał się tylko akcji, działał na rozkaz przełożonych, współpracował z UBP w Lublinie, ujawnił wielu członków NSZ. [A więc współpracownik - ale nie NSZ, tylko UB?].

Łuszczyński (ps. "Rosa") oskarżony był o przekazanie (X 1944) archiwum NSZ siostrze zakonnej, o przekazywanie rozkazów dowódcy bojówki miejskiej "Jarowi" (Olickiemu) [por. Skazani na śmierć i ich sędziowie, s. 94], wskutek czego dokonano napadów na Izbę Rolniczą, fabrykę wag, drożdżownię [przekazywał koperty, ale nie on wydawał rozkazy - w takim razie kto? Łuszczyński zwariował, co uznano za symulację]. Żwirka (ps. "Wysoki") oskarżono o to, że kierował (do III 1945) Wydziałem Organizacyjnym NSZ w Chełmie, o kontakty z dowódcami band [żaden z tych dowódców nie zasiadł na ławie oskarżonych, podobno zginęli], że wiedział o napadach i im nie zapobiegał. Sąd jednak uznał, że cała jego działalność zamykała się w ramach czynności organizacyjnych, a funkcja jego nie miała charakter kierowniczego, uniewinnił go z wydawania rozkazów i z oskarżenia o zabójstwo Zygmunta Chróścickiego. Sąd stwierdził, że Żwirek zasługuje na ułaskawienie - chciał się ujawnić i wrócić do normalnego życia, ale aresztowany 10 VII 1945 nie mógł tego uczynić - stąd powinien podlegać amnestii. [Widać z tego, że główną jego winą było nieujawnienie się, ukrywanie - obawiał się aresztowania i wywiezienia; natomiast ukrywającym się przypisywano różne napady, które miały miejsce w czasie, gdy się ukrywali]. Roguski (ps. "Kacper"), uczestnik walk partyzanckich przeciw Niemcom, oskarżony był o to, że pełnił funkcję komendanta NSZ w Chełmnie. Przyznał się, że był nim do połowy VII 1945. Sąd uniewinnił go z zarzutu brania udziału w napadach i zabójstwach i uznał, że ze względu na wiek i przeszłość wojenną zasługuje na ułaskawienie. Kaczmarczyka (ps. "Detal") oskarżono o stałe kontakty organizacyjne, wydawanie zaświadczeń kolejowych, dawanie noclegów. Do winy się nie przyznał. Obciążał go zeznaniami Jaroszyński. Kilkudziesięciu mieszkańców Lublina wydało o nim dobrą opinię, w której zaznaczono, że brał udział w konspiracji antyhitlerowskiej. Sąd uznał, że zasługuje na ułaskawienie. Ulanowski (ps. "Warta"), w AK do 10.VII 1945, oskarżony był o to, że był łącznikiem między "komendantem AK Jeremą" i NSZ oraz SN i że przekazywał "Jeremie" pieniądze z napadów "Jara" [dlaczego "Jerema" nie zasiadł obok nich na ławie oskarżonych?]. Sąd wypowiedział się za ułaskawieniem, podkreślając, że skazany brał udział w konspiracji w czasie okupacji oraz że mieszkańcy Janowa Lubelskiego zaświadczają jego uczciwość i opinię dobrego Polaka.

19 III 1946 WSO w Warszawie skazał wszystkich siedmiu na karę śmierci, przedstawiając zarazem swe w/w opinie na rzecz ułaskawień. Wniosek Wydziału Prawnego KRN (podpisany przez W. Barcikowskiego) proponował dla Wolanina i Żwirka zamianę wyroku na 15 lat więzienia, dla Roguskiego, Kaczmarczyka, Ulatowskiego na 10 lat, zaś dla Jaroszyńskiego i Łuszczyńskiego - w wypadku, gdyby objęło ich prawo łaski - na dożywotnie więzienie. Prezydent zdecydował inaczej. 16 V 1946 nie skorzystał z prawa łaski w stosunku do żądnego ze skazanych. [To był przecież proces polityczny - o Wierzchowiny. Ktoś musiał zapłacić głową za to, że zginęło blisko 200 osób i że zostało to ujawnione. Lubelszczyzna to nie były Bieszczady. Pogłoska, że w Wierzchowinach ukrywają się bandy UPA, okazała się fałszywa, bo ludność współpracowała z władzą. Dostępny opis wydarzeń w Wierzchowinach, pełen znaków zapytania, też zdaje się przemawiać na rzecz poglądu o prowokatorskim charakterze całej sprawy. [Por. Wyższa Szkoła Oficerska Wojsk Rakietowych i Artylerii im. Józefa Bema. "Zarys historii 1943 - 1969", Warszawa 1974, s. 288 – 291].

ZBIGNIEW LUBOMIRSKI, ur. 5 II 1918, robotnik, od IX 1945 zamieszkały w Sosnowcu. Oskarżony o udział w AK, posiadanie pistoletu, napad na gorzelnię. Zaprzeczył zarzutom o udział w napadach i odwołał swoje zeznania w dochodzeniu, jako wymuszone biciem.
29 IV 1946 WSR w Katowicach skazał go na karę śmierci. NSW stwierdził poważne uchybienia w postępowaniu, zeznania w dochodzeniu zawierały istotne sprzeczności. Wydział Prawny KRN (we wniosku pisanym przez I. Klajnermana), stwierdził, że WSR w Katowicach złamał art. 17 KWPK przez skazanie oskarżonego z art. 259 kk, zamiast wyłączyć zarzut i sprawę przekazać do sądu powszechnego; wnosił ze względu na okoliczności łagodzące (skazany walczył z Niemcami, w napadach nikt nie zginął ani nie został raniony) o zamianę kary na 15 lat więzienia. B. Bierut (29 V 1946) nie skorzystał z prawa łaski.

JAN KEMPIŃSKI, ur. 4 II 1921, student. Oskarżony o to, że w sierpniu 1944, będąc funkcjonariuszem MO w Lublinie, opuścił stanowisko służbowe i do chwili aresztowania (17 XII 1945) "należał do AK". Nawiązał kontakt (VIII 1945) z inspektorem jednej z formacji AK – Wojskowej Samodzielnej Brygady Ochotniczej "Warta" - "Małkiem" i szefem organizacji, Andrzejem Rzewuskim. Kempiński został komendantem oddziału (pn. baon zmotoryzowany) na terenie pow. Ostrów, Jarocin, Krotoszyn. Oddział, określany jako banda "Błyska", dokonał na rozkaz "Małka" 12 operacji dywersyjnych od VIII do X 1945, napadów, rabunków, rozbrojeń. Oskarżony przyznał się do wszystkich czynów z "wyjątkiem dezercji z milicji". Na rozkaz komendanta "Warty" płk Rzewuskiego, rozpuścił ludzi a sam wyjechał do Krosna n / Odrą, gdzie zaczął pracować jako powiatowy inspektor rolny.
4 V 1946 WSR w Poznaniu skazał go na karę śmierci. B. Bierut (1 VI 1946) nie skorzystał z prawa łaski. Adwokat poznański, Alfred Oleksa, w podaniu z 7 VI 1946, czyli pisanym już po zatwierdzeniu wyroku, wskazywał, że skazany dokonał wielu bohaterskich czynów w czasie okupacji - uruchamiał odbiorniki radiowe, uciekł z transportu do Dachau, był w 204 dywizji partyzanckiej, uwolnił więźniów w Kielcach, rozbroił 70 żołnierzy niemieckich, walczył w Górach Świętokrzyskich, a później w Lubelskim, rozbił liczne oddziały niemieckie, wysadził w powietrze wiele pociągów, był 3 razy ciężko ranny, współdziałał z Armią Czerwoną. Miał zapatrywania demokratyczne. Odznaczony był dwukrotnie Virtuti Militari i sześciokrotnie Krzyżem Walecznych. "Spełniał służbiście i ze ślepym posłuszeństwem rozkazy swych fałszywych dowódców, a zwłaszcza płk Rzewuskiego, który w więzieniu z powodu wyrzutów sumienia powiesił się".

ZYGMUNT MAKOWSKI, ur. 5 VI 1926, robotnik. Oskarżony o to, że w lutym 1946 należał do organizacji "Polska Niepodległa" w pow. łowickim, że 12 II 1946 zabił funkcjonariusza UB, Tadeusza Millera i szeregowca MO, Stępińskiego, oraz rok wcześniej, Marię Cichowską. W czasie wojny był w AK i wyrok na Cichowską jako konfidentkę wykonał w imieniu organizacji.
2 V 1946 WSO w Łodzi skazał go na karę śmierci. B Bierut (26 VII 1946) wyrok utrzymał w mocy. [Nie wyjaśniono, na czyje polecenie i czy w wyniku jakiegoś wyroku Makowski zabił obu mężczyzn, co to była za organizacja "Polska Niepodległa", kto nią kierował i wydawał rozkazy].

KONSTANTY KOCISZEWSKI, ur. 22 V 1905, nauczyciel, żonaty, dziecko 4 letnie, odznaczony Krzyżem Zasługi, EDMUND ZAKRZEWSKI, ur. 14 IX 10909, robotnik, przed wojną podoficer zawodowy, żonaty, 2 dzieci. Oskarżeni o to, że należeli (do II 1946) do nielegalnego związku pn. "Ruch Oporu AK" - Kociszewski jako komendant obwodu pułtuskiego, Zakrzewski jako jego zastępca, że prowadzili działalność organizacyjną, propagandową, że zbierali informacje o partiach politycznych i uczestniczyli w wydaniu wyroku na pracownika UB, Stępniewskiego. Oskarżeni twierdzili, że oczekiwali wyborów, co "ułatwiałoby dekonspirację bez represji". [A więc oskarżono ich dlatego, że się nie ujawnili, obawiając się aresztowania, że zbierali informacje, ale nie uprawiali akcji dywersyjnej, że wyrok śmierci na Stępniewskiego (czy też Staniszewskiego) wydał "inspektor mazowieckiej AK" (czyli już nie ROAK). Kim był ów "inspektor", który mianował Kociszewskiego i Zakrzewskiego komendantem i zastępcą (czy aby istniejącej organizacji?)].

17 V 1946 WSR w Warszawie skazał obu oskarżonych na karę śmierci. Wydział Prawny KRN stwierdzał, że obaj skazani powołują się na okupacyjną działalność konspiracyjną, zaznaczał, że w obronie Kociszewskiego wypowiedziało się kilkuset mieszkańców pow. Pułtuskiego, podpisując oświadczenie, że cieszył się on bardzo dobrą opinia jako społecznik i oddany pracy pedagog, oraz że skazani byli jedynie obecni na odprawie, kiedy wydano wyrok, którego zresztą nie wykonano. W konkluzji wnioskowano, by zmienić wyrok śmierci na 15 lat więzienia. B Bierut (4 VII 1946) nie skorzystał w stosunku do żadnego ze skazanych z prawa łaski

WŁADYSŁAW ZAGÓRSKI, ur. 27 IX 1912, rolnik, po szkole powszechnej. Oskarżony o to, że w pow. Augustów od VIII 1944 do 30 IV 1946 należał do "nielegalnego związku AK" [w wyroku poprawiono już na udział w AK - WiN"], że od V 1945 był "dowódcą drużyny", że wykonywał polecenia przełożonych i wydawał rozkazy, że ostrzygł włosy Buczkowej (V 1945) za stosunki z żołnierzami radzieckimi, że posłał kartofle bandzie (IV 1945), a także, że wysłał kilku ludzi do szkoły oficerskiej [to raczej świadczyłoby o pozytywnym stosunku do władzy], że wstąpił do PSL (IX 1945), że werbował do PSL, że rozpowszechniał prasę "nielegalną" [a może "Gazetę Ludową - organ PSL?] i przechowywał "większą ilość broni". Oskarżony wyjaśnił, że należał do AK w czasie okupacji, broni nie magazynował. Nikogo nie zmuszał do wstąpienia do PSL [PSL wygląda tu jak organizacja nielegalna].
21 VI 1946 WSR w Białymstoku stwierdził, że wprawdzie oskarżony sam nie przechowywał broni, ale zlecił to Godlewskiemu, że działalność prowadził podstępnie wyzyskując swobodę zrzeszania "dla swych celów", że cechuje go wrogi stosunek do ustroju demokratycznego i duże napięcie złej woli, i z tych powodów oraz ze względu na "zbrodniczą działalność AK - WiN skazał go na karę śmierci. Wydział Prawny KRN (we wniosku sformułowanym przez A. Wendla) był odmiennego zdania, stwierdzono, że skazany tylko raz "zmusił" do wstąpienia do PSL, że nie brał udziału w aktach dywersyjnych, że jego działalność sprowadzała się do czynności wewnętrzno - organizacyjnych lub werbunkowych i wobec tego "wydaje się możliwym" zamiana kary śmierci na dożywotnie więzienie. B Bierut (22 VII 1946) nie skorzystał jednak z prawa łaski. [Sprawa Zagórskiego ilustruje sposób organizowania procesów przeciwko członkom PSL. Szeroko omawiała ją prasa PPR jako przykład "współdziałania PSL z bandami". Przed referendum sprawa ta dowodzić miała, że PSL i WiN to jedno i to samo. Nie usiłowano nawet udowodnić, komu skazany podlegał organizacyjnie w owej "AK - WiN", kto był jego przełożonym, gdyż był to zarzut zmyślony].

TADEUSZ SUMIŃSKI, ur. 15 IX 1922, elektromonter, szwajser, po szkole powszechnej. Oskarżony o to, że do 14 XI 1945 (tzn. do dnia aresztowania) należał do AK w pow. płockim, że "terroryzował" (IX 1945) we wsi Smolin członków PPR, żądając wydania broni, że od VI do XI 1945 posiadał PPSz, że 1 IX 1945 zabił w Bielsku milicjanta. Oskarżony wyjaśnił, że dowódca wydał na milicjanta wyrok śmierci za wydanie w ręce Niemców 2 członków AK. 12 VII 1946 WSR w Warszawie skazał go na śmierć za morderstwo z premedytacją. B Bierut nie skorzystał z prawa łaski.

ALEKSANDER RYBNIK, ur. 13 XII 1906, nauczyciel z zawodu, kapitan AK ps. "Jerzy", "Dziki", LEON BURDYN, rolnik (8 mórg ziemi), 4 dzieci, ps. "Cichy", MARIAN PIEKARSKI, fryzjer, po 7 klasach szkoły powszechnej, ps. "Paliński", czł. PSL (od III 1946), FRANCISZEK SOWULEWSKI, ur. 14 XII 1915, po 2 klasach liceum, ps. "Bąk", WITALIS KONIKOWSKI, ur. 17 I 1914, szewc, po 5 klasach szkoły powszechnej, ps. "Dąb", STANISŁAW PARAFIANOWICZ, ur. 16 I 1908, rolnik, 4 dzieci, czł. PSL, JÓZEF SŁOWIKOWSKI, ur. 18 XII 1918, rolnik, 3 dzieci. Rybnika oskarżono o należenie do AK - WiN (do 16 IV 1946), o to że był inspektorem i zastępcą komendanta okręgu białostockiego, że nakłaniał do gwałtownych zamachów, że odpowiedzialny był za zabójstwo kpt. Oksanicza, kazał likwidować agentów UB, miał pistolet i posługiwał się fałszywymi dokumentami. Burdyna oskarżono o to, że należał do AK i był szefem dywersji na obwód Suwałki, Piekarskiego - o należenie do AK, gdzie był zastępcą szefa dywersji "Rysia", o ucieczkę z więzienia w Suwałkach (13 IV 1946), o posiadanie broni, Sowulskiego - o należenie do AK, gdzie był dowódcą kompanii, a potem batalionu, Konikowskiego - o to, że zdezerterował ze stanowiska zastępcy komendanta MO w Gibach, miał broń i posługiwał się fałszywymi dokumentami, Parafianowicza - o należenie do AK, o udział w napadzie na Ułanowice, gdzie ukradziono 700 zł, Słowikowskiego - o należenie do AK – WiN i posiadanie broni. [Jak z tego widać, wszyscy byli oskarżeni przede wszystkim o należenie do AK w czasie wojny, a po wojnie - do PSL i WiN].
Rybnik zeznał, że podlegał "Mścisławowi" - Wł. Linarskiemu, że początkowo w 1944, próbowano porozumieć się z władzami, co się nie powiodło - wtedy nie ujawnił się.

Zajmował się opieką i pomocą materialną dla członków AK i próbował zapobiegać samowolnym akcjom ze strony zdemoralizowanych elementów. Napadów nie dokonywano na rozkaz komendy okręgu, przeciwnie były one tępione przez sąd organizacyjny. Członkowie oddziałów AK nie przebywali w Puszczy Knyszyńskiej w celu dokonywania aktów terrorystycznych, lecz dla ułatwienia powrotu do normalnego życia - w tym duchu kontrolował on obwody białostocki, sokólski, suwalski, augustowski (16 IV 1946). W maju 1945 zameldowano mu, że na posterunek MO w Supraślu, obsadzony przez AK, zagrożony jest przez bandę NSZ. Burdyn zeznał, że od 1943 był w AK, komendantem rejonu i organizował kompanie. We wrześniu 1945 wyjechał do Gdańska. Do II 1946 nie prowadził żadnej działalności, wrócił po żonę i dzieci. Chłopi wybrali go kierownikiem spółdzielni, "Tadeusz" pod groźbą sądu kazał mu być szefem dywersji, ale on sam wydał rozkaz rozwiązania oddziałów, za co grożono mu likwidacją. Piekarski stwierdził, że był w oddziale leśnym AK w czasie okupacji, że po wyzwoleniu pracował jako fryzjer w więzieniu w Suwałkach, że "Tadeusz" mianował go dowódcą patrolu, że w marcu 1946 polecono mu uwolnić 6 więźniów, czego nie zrobił. Sowulewski zeznał, że "Tadeusz", który przybył w styczniu 1946, mianował go dowódcą batalionu oraz zlecił mu przewożenie ulotek i meldunków. Konikowski był w MO, skąd uciekł 16 III 1945. Zeznał, że "Kropidło" dawał mu rozkazy i ulotki. Parafianowicz miał z rozkazu "Tadeusza" pod groźbą śmierci zorganizować kompanię; zeznał, że przekazywał meldunki o zarządzeniach władz [?] i o nastrojach, że wyznaczył kontrybucję za pędzenie samogonu we wsi Ułanowicze, że "Tadeusz" kazał mu wstąpić do PSL we wsi Pawłówka. Słowikowski zeznał, że od 1942, był w AK dowódcą plutonu.

20 VII 1946 WSR w Białymstoku skazał wszystkich siedmiu na karę śmierci, zalecając zarazem zamianę wyroku dla trzech oskarżonych na 10 lat więzienia. Wnioski Wydziału Prawnego KRN (podpisane przez I. Klajnermana) podkreślały następujące fakty. Rybnik, znakomity organizator, odcina się od postawy wielu innych skazanych działaczy NSZ, a nawet AK, odgradza się od działalności terrorystyczno - rabunkowej. W swej obronie uzasadnia pozostawanie w konspiracji [tzn. nie ujawniania się] tym, że swym autorytetem chciał powstrzymać dowódców AK od nieodpowiedzialnych wystąpień przeciw rządowi i od walk bratobójczych. Na rozprawie twierdził nawet, że odnosi się pozytywnie do RzJN, ale w dochodzeniu zeznał, że dawał rozkazy do przetrwania do wiosny 1946, kiedy to wybuchnie wojna między ZSRR a Anglią i Ameryką. Jest to człowiek niewątpliwie inteligentny i wykształcony, stworzył organizację, która miała 2000 ludzi, unikał rozlewu krwi. 6 I 1946 wydał rozkaz do zaprzestania dywersji, co zostało przyjęte przez dowódców okręgu. Jeśli więc uznać szczerość jego wynurzeń, to nieubłagana logika doprowadziła go do sytuacji, w jakiej się znalazł. Niemniej jednak w archiwum znaleziono listę członków komitetów powiatowych PPR [w oskarżeniu nie było zarzutu, że kogoś z tej listy zabito], imienny wykaz konfidentów i rozkazy podważające jego obronę. [Czy dokumenty te nie były sfabrykowane ex post, jak w przypadku Liniarskiego?]. Jest też tam meldunek o bitwie, w której zginął Oksanicz. O Burdynie we wniosku pisano, że prowadził pracę propagandową, proponując złagodzenie kary do 15 lat więzienia ze względu na 4 dzieci i brak materiałów stwierdzających jakąkolwiek działalność dywersyjną. Piekarski natomiast nie zasługuje na łaskę, gdyż brał udział w uwolnieniu 6 więźniów.

Sowulewski zasługuje na zamianę wyroku na 15 lat więzienia; wprawdzie rozklejał ulotki i opracowywał meldunki, ale działalności terrorystycznej nie przejawił. Konikowski nie zasługuje na łaskę, bo jest dezerterem i ujawnił złą wolę [zapewne nie przyznawał się do winy] . Parafianowicz zasługuje na 15 lat więzienia, bo "napad" na Ułanowicze, gdzie zlikwidowano bimbrownię zakończył się bez tragicznych następstw. W stosunku do Słowikowskiego kara śmierci jest bezzasadna, gdyż nie nawiązał on łączności, stąd wnioskowano o zamianę wyroku na 8 lat więzienia. We wnioskach podkreślano, że Mieczysław Ostrowski "Kropidło", komendant obwodu na pow. suwalski dostał wyrok niewspółmiernie niski w porównaniu z innymi skazanymi [zarzucano mu dowodzenie 20 kompaniami, posiadającymi 400 sztuk broni], co powinno być uwzględnione na ich korzyść przy stosowaniu prawa łaski. Alicja Burdyn, żona Leona, w podaniu o ułaskawienie pisała, że 4 dzieci - od 2 do 9 lat, że mąż był w AK, ale porzucił działalność i wrócił do niej pod groźbą śmierci, że działał pod presją, w sposób wymuszony, że jest dobrym obywatelem, spółdzielcą, nigdy nie był karany; prosi o zamianę kary śmierci na więzienie, co również jest wielką karą. Mimo wniosku sądu, by zamienić Burdynowi, Sokulewskiemu i Słowikowskiemu karę śmierci na 10 lat więzienia, mimo wniosku Wydziału Prawnego KRN o uwzględnienie również Parafianowicza - B. Bierut (27 VIII 1946) skorzystał z prawa łaski tylko wobec Słowikowskiego (obywatela USA), zamieniając mu karę śmierci na 8 lat więzienia.

3 IX 1946 Maria Rybnik ze Starosielc pisała w podaniu, że męża aresztowano 19 IV 1946 we wsi Rybaki za przynależność do AK, że jest matką 2 dzieci - 14 lat i 3 mies. "Jak mi wiadomo, mój mąż był dobrym Polakiem, w czasie okupacji niemieckiej brał czynny udział w konspiracji narażając swoje życie i spokój rodziny, obecnie mąż nie brał udziału w jakichkolwiek akcjach przeciwko Państwu, Rządowi i Obywatelom i dlatego nie mogę zrozumieć dlaczego musi ponieść tak srogą karę. Wyrok śmierci ma być wykonany jutro, 4 bm., przeto błagam Ob. Prezydenta o łaskę dla nieszczęśliwego męża i ojca,. Wyrok jest dla nas tym bardziej boleśniejszy, że spotyka go w Ojczyźnie dla której walczył przez cały czas okupacji". [Proces opisywano szeroko w prasie. Obok 7 skazanych na śmierć na ławie oskarżonych zasiadły też inne osoby. Proces miał udowodnić tezę polityczną - współdziałanie PSL z "bandami WiN". W toku przewodu zarysowała się wyraźnie bardzo dwuznaczna (może nawet prowokatorska?) rola Mieczysława Ostrowskiego, "Kropidły", częściej znanego tylko pod pseudonimem "Tadeusza", głównego organizatora i rozkazodawcy. Należy zwrócić uwagę, że w wyniku działalności skazanych na śmierć nikt - jak wynika z dostępnych akt - nie został zabity ani ranny, natomiast sprawę zabójstwa Oksanicza (8 VII 1945) sfabrykowano, przypisując ja dowolnie Rybnikowi. Brak nawet oskarżeń o napady, z wyjątkiem Ułanowicz, gdzie zlikwidowano nielegalną bimbrownię].

STEFAN NOWACZYK, ur. 4 XII 1919, urzędnik, ppor. Oskarżony o kontakt z członkiem NZW, Marciszem, a przez niego z dowódcą obszaru "Narew", mjr "Ostromirem", o werbowanie członków i organizowanie napadów. Oskarżony zaprzeczył zarzutowi przygotowania i dokonania napadu, stwierdził, że broń przechowywał z czasów powstania warszawskiego.
25 VII 1946 WSR w Warszawie skazał go na karę śmierci za to, że był członkiem NZW, zorganizował 2 sekcje, otrzymał 4000 zł i przechowywał broń. Zeznania jego oceniono jako wykrętne, gdyż NZW organizowany był
"z polecenia Andersa" [wystarczało stwierdzenie, sądowi nie były potrzebne dowody]. Mimo to Wydział Prawny KRN uznał, że "wydaje się możliwym złagodzenie na dożywocie, gdyż nikt nie poniósł szwanku na skutek działalności Nowaczyka". W podaniu o łaskę dla syna jedynaka matka jego, Jadwiga pisała, że syn nikogo nie okradł i nie skrzywdził, był demokratą, ukrywał Żydów narażając życie, czego dowody złożyła i o czym wiedziano w gm. Jabłonna, jak więc mógł być sympatykiem NSZ. Pisała dalej, że do napadu namówił go Janusz Krel, a sam na sprawę się nie zgłosił, że mąż jej był kapitanem w powstaniach górnośląskich, zginął w 1939. B. Bierut (19 VIII 1946) nie skorzystał z prawa łaski. [Nowaczyka oskarżono przed władzami o napad, którego nie dokonał, był narzędziem w ręku Krela, który zapewne działał na dwie strony. Skazano go na śmierć, chociaż powinien podlegać amnestii. Ale sprawa miała udowodnić, że tajne organizacje powstają
"z polecenia zagranicy"].

WŁADYSŁAW JAKÓBCZAK, ur. 1 X 1925, JAN KŁOS, ur. 24 X 1923, obaj uczniowie 3 klasy gimnazjum. Oskarżeni o należenie (od 14 XI 1945) do NSZ w Częstochowie i o napady rabunkowe. Jakóbczak zeznał, że należał w czasie wojny do AK oraz że nie brał udziału w napadzie na kasjera, zaś Kłos zeznał, że nie należał do organizacji, ale brał udział w napadzie na sklep w Sosnowcu.
22 II 1946 Sąd DOW w Katowicach skazał Jakóbczaka na 7 lat a Kłosa na 10 lat więzienia. NSW uchylił wyroki ze względu na zbyt niski wymiar kary i skierował sprawę do ponownego rozpatrzenia. 30 VII 1946 WSR w Katowicach skazał Jakóbczaka na karę śmierci [Kłosa sądzono osobno - często sztucznie łączono nie znających się nawet oskarżonych w jednej sprawie; brak jednak na jego temat więcej danych, choć można przypuszczać, że również został skazany na karę śmierci]. B. Bierut (6 VIII 1946) nie skorzystał z prawa łaski.

EDWARD POPŁAWSKI, ur. 30 IX 1913, rolnik, po 7 klasach szkoły powszechnej, plutonowy w WP. Oskarżony o to, że nie ujawnił swej przynależności do AK, że pozostawał do 14 VII 1946 w nielegalnej organizacji WiN, będąc zarazem dowódcą kompanii WP, miał karabin i pistolet, zdezerterował z 6 batalionu zapasowego
(V 1945), otrzymywał nielegalne pisemko "Echa Leśne". Jan Siedlecki ("Pik") miał go mianować dowódcą plutonu AK, liczącego 30 ludzi (20 karabinów produkcji radzieckiej i 6 automatów), zaś dowódca obwodu [jakiego?], "Jur" - dowódcą kompanii (80 ludzi, 50 kb); oddział rekwirował broń po wsiach, wymierzał kary za kradzieże z lasu, pieniądze przekazywał "Jurowi". 8 VIII 1946 WSR w Białymstoku skazał go na karę śmierci. B. Bierut (24 VIII 1946) nie skorzystał z prawa łaski [choć skazanemu nie zarzucono ani zabójstwa, ani zranienia kogokolwiek].

EUGENIUSZ WIDAWSKI vel ANDRZEJ MODRZEJEWSKI, ur. 6 VI 1925, po 3 klasie gimnazjum. 30 V 1945 WSO w Krakowie za przynależność do AK i rozbrojenie oficera skazał go na karę śmierci, zamienioną na 10 lat więzienia. 28 VI 1945 skazany zbiegł z transportu. Oskarżono go o 2 przywłaszczenia we Wrzeszczu i 2 w Częstochowie oraz o to, że przez 2 tygodnie (I 1946) był członkiem WiN w pow. Ząbkowice i że miał podrobioną legitymację członka PPS. Oskarżony zaprzeczył, jakoby należał do WiN. 8 VIII 1946 WSR we Wrocławiu, uniewinniając go z zarzutu przynależności do WiN [a więc brak właściwości sądu wojskowego, bo za przywłaszczenie powinien być przekazany sądom powszechnym zgodnie z właściwością terytorialną], skazał go na karę śmierci. B. Bierut (18 IX 1946) nie skorzystał z prawa łaski. 21 IX mieszkańcy Jędrzejowa wystosowali prośbę o ułaskawienie go. Imieniem i nazwiskiem, podając adresy, podpisały się łącznie 42 osoby wraz z burmistrzem. W prośbie stwierdzili, że rodzina Widowskich cieszy się jak najlepszą opinią, "podczas okupacji byli z nami, jako dobrzy i lojalni obywatele pracujący z całym poświęceniem dla wyzwolenia kraju od najeźdźcy niemieckiego".

Ojciec jego, Józef, podawał w podaniu dodatkowe szczegóły - że syn w czasie wojny poszedł do lasu, był ranny, pracował jako ogrodnik, pomocnik ojca, i dalej: "Syn poddawał się sugestii osób starszych wiekiem, wyrobieniem, stanowiskiem i doświadczeniem. W najlepszej wierze podchodził do przekazywanych mu instrukcji, które przyjmował bezkrytycznie. W warunkach tych odpowiedzialność za skutki czynów mego syna winna spaść na tych, co zdając sobie sprawę z jego niedoświadczenia nadużyli tę świadomość jego, dobrą wiarę, zaufanie, dyskontując te cechy charakteru dla celów niskiej polityki osobistej". [Enigmatyczne oświadczenie ojca o wykonywaniu przez syna instrukcji anonimowych osób, starszych wyrobieniem i stanowiskiem, budzi wiele pytań i wątpliwości. Ciekawe jest, że przed sądem nie stanął wraz z nim Witold Stankiewicz i Jan Kłos - we trzech mieli dokonać przywłaszczenia we Wrzeszczu].

ZBIGNIEW KOZŁOWSKI, ur. 25 V 1922, kawaler, syn urzędnika, po małej maturze. Oskarżony o to, że od VI do 24 IX 1945 (dnia aresztowania) był czynnym członkiem nielegalnego związku NSZ, przepisywał na maszynie gazetkę "Orzeł", którą mu dostarczał Edward Szmitt, ps. "Wiesław", miał pistolet walter, od VII 1945 był w oddziałach "Zadania i Akcje Specjalne", brał udział w 4 napadach rabunkowych dla zdobycia pieniędzy dla NSZ w Katowicach, z czego otrzymywał pewien procent i wreszcie, że podawał się za funkcjonariusza MO. Oskarżony przyznał się, że należał do AK w Warszawie w czasie okupacji, że w czerwcu 1945 znalazł się
w Katowicach i Szmitt wciągnął go do akcji specjalnych; nie ujawnił się, bo mu grożono śmiercią [ale kto?],
a waltera otrzymał od organizacji dla dokonywania akcji; w lipcu 1945 wraz z innymi brał udział w napadzie (ze zrabowanych 100 tys. otrzymali 70 tys.).

26 VIII 1946 WSR w Katowicach skazał go na karę śmierci. Wydział Prawny KRN (we wniosku podpisanym przez I. Klajnermana) stwierdzał: "W sprawie tej zwraca uwagę powiązanie bandyckiego i politycznego charakteru działalności NSZ"; pieniądze oddawano "Adamowi", skazany nie pisał ulotek, gdyż nie odpowiadał mu ideologiczny cel organizacji i słabo pisał na maszynie, przyznał się do tego w śledztwie, powoływał się na pomoc okazywaną członkom AL. i Żydom w czasie okupacji. Gdyby nawet tak było - wskazano we wniosku - nie uzasadniałoby to łaski, tym bardziej, że brak na ten temat jakichkolwiek danych prócz zeznań oskarżonego. B. Bierut (17 IX 1946) nie skorzystał z prawa łaski. [Pozostaje jednak wiele niejasności i znaków zapytania. Czy "Zadania i Akcje Specjalne" nie były dziełem MO? Czy Kozłowski nie wpadł właśnie dlatego, że nie zgadzał się na przepisywanie ulotek? Kim był "Adam" i kim był "Wiesław", jego zwierzchnicy? Czy może ów katowicki NSZ i pisemko "Orzeł" były akcją specjalną, pozorowaną, artefaktem?...].

Tadeusz Polesiński, ur. 14 XII 1918, rzeźnik, po 2 klasie szkoły powszechnej i kursach zawodowych. Oskarżony o to, że w pow. Garwolin "należał do nielegalnego związku AK" (do 16 I 1946, tj. do chwili aresztowania), będąc członkiem bandy leśnej "Orlika", że miał rewolwer i brał udział w 3 napadach (IV - VI 1945). Oskarżony stwierdził, że od VIII 1945 zwolnił się z oddziału i prowadził normalne życie, że pistolet nabył dla obrony własnej i zajmował się handlem świniami. 27 VIII 1946 WSR w Warszawie skazał go na karę śmierci. Wydział Prawny KRN podkreślał, że skazany od IX 1945 do chwili aresztowania nie był w organizacji oraz że pewna liczba mieszkańców Żelichowa wydała mu dobrą opinię, w związku z czym wnioskował o zamianę kary śmierci na 15 lat więzienia. B. Bierut (27 IX 1946) nie skorzystał z prawa łaski [mimo, że WSR uznał, iż skazany należał do AK tylko do VIII 1945, a więc powinien podlegać amnestii].

WŁADYSŁAW RACHEL, lat 37, rolnik, żonaty, 5 dzieci (od 4 miesięcy do 12 lat) nie karany, członek PSL. Oskarżony o to, że udzielał pomocy w lipcu 1946 członkom bandy występującej pn. AK, wiedząc, że ma ona na celu obalenie demokratycznego ustroju, że przechowywał aparat nadawczo - odbiorczy i wypożyczał akumulator, że dał bandzie nocleg i wyżywienie. Obrońca wojskowy, adw. Ziętek i żona oskarżonego Helena depeszowali, że "czynu dopuścił się pod terrorem bandy". 31 VII 1946 wszyscy gospodarze (31) gromady Sucharzewo Chałupska, gm. Mogilno Zachód wystąpili z wnioskiem do Urzędu Bezpieczeństwa o zwolnienie sołtysa Władysława Rachela: "My niżej podpisani, prosimy i żądamy stanowczo, aby nasz sołtys obywatel Rachel Władysław nie siedział niewinnie w więzieniu śledczym, tylko przyszedł do domu i objął nadal jak dotychczas swoje urzędowanie sołtysa (...) Uzasadniamy, iż ob. sołtys Rachel Władysław nie podburzał tu u nas w gromadzie ludzi przeciw Rządowi polskiemu, ani też nie prowadził żadnej agitacji wywrotowej przeciw Rządowi, więc żądamy jeszcze raz wypuszczenia naszego sołtysa obywatela Rachela Władysława na wolność". [Prawdopodobnie nadawcy listu nie wiedzieli jeszcze, za co Rachel został aresztowany]. Miesiąc później 2 rolników, Bolesław Mróz i Leon Piergies, skierowali do WUBP w Poznaniu, jako bardzo pilne, podanie treści następującej: Ponieważ Rachel Władysław, sołtys naszej gromady, cieszący się opinią całej wsi i okolicy przez UB został aresztowany i jest nadal w śledztwie, żądamy [by] władze woj.

UB śledztwo prowadziły z stopy wolnej, jako [że Rachel jest] odpowiedzialny i nie grozi ucieczka ani matactwo. Rolnik, 80 mórg ziemi, konieczny jest do prowadzenia gospodarstwa, posiada liczną rodzinę drobnych dzieci. My niżej podpisani, żądamy od władz kompetentnych prawa ochrony człowieka, jako w odzyskanej ojczyźnie się nam przynależy, świadomi wszyscy, iż Rachel Władysław sołtys gromady nie czuje się winien zarzucanego przestępstwa oraz nie ma najmniejszych wątpliwości jakoby miał udział z bandami leśnymi i to z Honslingami". [Ten pełen godności list wyrażał w zdaniach z trudem układanych oburzenie na samowolę i matactwa bezpieki]. 14 IX 1946 WSR w Poznaniu w trybie doraźnym (przewodniczył ppłk dr Władysław Gronowski) skazał Rachela na karę śmierci z art. 16 § 1 mkk, nie uwzględniając czynnika przymusu. B. Bierut (19 IX 1946) nie skorzystał z prawa łaski. Żona Rachela pisała 20 IX 1946 [a więc już po zatwierdzeniu wyroku, o czym z pewnością nie wiedziała]: "Mąż mój nie należał do żadnej nielegalnej organizacji, a pozwolił tylko przenocować jakimś osobom, które rzekomo należały do AK. Mój mąż działał tylko pod terrorem tych ludzi i nie mógł im się przeciwstawić, bo grozili mu zabiciem w razie niewykonania ich rozkazu.

Doniesienia do władz bezpieczeństwa mąż też się obawiał zrobić, gdyż i na ten wypadek grozili zabiciem i podpaleniem gospodarstwa. Ludzie ci posiadali jakiś aparat radiowy, do którego żądali akumulatora, lecz jak mógł Sąd Wojskowy ustalić, że był to aparat nadawczy? Przecież nie można przyjąć, że tacy prości ludzie jak ci bandyci, którzy u nas byli, umieli obchodzić się z aparatem nadawczym i mogą mówić z Londynem. Mąż mój im widocznie uwierzył, bo to samo powiedział w sądzie. Ale to nie powinien być argument dla Sądu. Mąż mój lojalny i szczerze oddany Rządowi, z bandami leśnymi nie ma nic wspólnego, otrzymał gospodarstwo poniemieckie w zarząd, bo też bardziej niż inni umiał docenić dobrodziejstwo reform społecznych i w żadnym wypadku nie wszedłby w kontakt z elementem wywrotowym.(...) Kara wymierzona mężowi jest straszna. Na taka karę Mąż sobie nie zasłużył, gdyż wina jego jest niewielka. Błagam o łaskę dla mnie i dla naszych pięciu małych dzieci".

W drugim podaniu pisała, że mąż jej z całą pewnością nie był zwolennikiem reakcji, był sołtysem gromady Sucharzewo od chwili wejścia wojska rosyjskiego do chwili aresztowania, wiernym wobec RzJN; błagała Prezydenta o "serce ojcowskie" i o ułaskawienie męża, ojca dzieci, "które po wsze czasy musieliby nosić plamę śmierci ojca".

JAN HUCZEK, ur. 17 V 1916, krawiec, po 7 klasie szkoły powszechnej. Oskarżony o to, że 25 VIII 1946 w Latoszynie, pow. Dębica namawiał do zabicia prezesa [Gminnej Spółdzielni?] "Samopomoc Chłopska" Władysława Salwierza oraz o to, że przechowywał większą ilość amunicji. Oskarżony nie przyznał się, by nakłaniał do zbrodni Bukowskiego i Lauzera. Zeznał, że w 1944 był przez 2 miesiące w oddziale "Zbroi", a w kwietniu 1946 Socha (znajomy z partyzantki) przekazał mu kartkę od "Zbroi", w której ten informował, że konspiracyjna AK nadal istnieje. Socha dał mu później także tajną gazetkę "Ku Wolności", którą oskarżony pokazał Lauzerowi i Bukowskiemu. "Brutus" (też były partyzant) przekazał mu kartkę z podpisem "Zbroi", który rozkazywał wykonać wyrok na Salwierzu w połowie VI 1946. Zeznał też, że Socha dawał mu pistolet, w końcu stwierdził, że odmówił wykonania wyroku, o czym mówił Lauzerowi, oraz że nie wiedział o zakopanej pod jego stodołą amunicji.

16 IX 1946 WSR w Rzeszowie w trybie doraźnym skazał go na karę śmierci, za to, że realizując program WiN podżegał do zabójstwa, uniewinniając go zarazem z zarzutu przechowywania amunicji. Lauzera skazano na dożywotnie więzienie, a Bukowskiego na 15 lat więzienia (prokurator wojskowy wyroki te uznał za zbyt łagodne). B. Bierut (17 X 1946) nie skorzystał z prawa łaski w stosunku do Huczka, nie uważał za celowe podniesienie wymiaru kary pozostałym skazanym. [Nie wiadomo, kto ostatecznie strzelał do Salwierza, który nie został zabity (stracił oko w zamachu). Nie wyjaśniono, kto pisał w imieniu "Zbroi" te podburzające karteczki, kim był "Zbroja", co robił, co się z nim stało. Nie jest jasne, o co właściwie oskarżono oskarżonych - o udział w AK czy WiN?].

powrót do strony startowej