![]() |
"FUNDACJA
POLSKA SIĘ UPOMNI"
"Naród
tworzą ludzie Honoru, ludzie świadomi wspólnych wartości,
myśl z wykładów |
Jan
Tabortowski BRUZDA
Ostatnim oficerem Armii Krajowej, który zginął w walce, był major Jan Tabortowski
("Bruzda"). Urodzony w 1906 roku pochodził z głęboko patriotycznej
kresowej rodziny, która dla sprawy niepodległości Polski wiele uczyniła
i wiele wycierpiała. W czerwcu 1920 roku, przed rozpoczęciem ofensywy Tuchaczewskiego,
Tabortowscy opuścili Mińsk Litewski i przenieśli się do Warszawy. Na początku
lata trzydziestych obydwaj synowie Jan i Albert, zostali oficerami WP. Obydwaj
walczyli w kampanii wrześniowej.
Por. Jan Tabortowski był zastępcą dowódcy pociągu pancernego "Danuta",
walczącego na Pomorzu i nad Bzurą. Gdy załoga pociąg zniszczyła, nie chcąc
by wpadł w ręce Niemcom, por. Tabortowski z wymontowanych z "Danuty"
dział 75mm zorganizował baterię, na czele której, przez dwa dni w rejonie
stacji kolejowej Jackowice koło Łowicza powstrzymywał niemieckie natarcia.
Skapitulował po wyczerpaniu amunicji. Trzykrotnie ranny, umieszczony przez
Niemców w szpitalu w Warszawie zbiegł z niego i rozpoczął działalność w
konspiracji. Por. Albert Tabortowski, oficer 1 pal z Wilna, dostał się do
niewoli sowieckiej. Trafił do Starobielska, zginął od strzału w potylicę
w podziemiach gmachu NKWD w Charkowie.
Por. (od sierpnia 1942 r. kpt., od marca 1944 r. mjr) "Bruzda"
w Armii Krajowej służył w Okręgu Białostockim. Już jesienią 1939 roku zorganizował
obwód SZP - ZWZ Bielsk Podlaski, od lipca 1942 roku był szefem Inspektoratu
III Łomżyńskiego, obejmującego obwody Łomża i Grajewo. Świetny organizator,
wykonał tam ogromną pracę, dzięki której Inspektorat Łomżyński wysunął się
- w dziedzinie budowania siły zbrojnej, walki bieżącej i szkolenia - na
czoło okręgu. Na początku stycznia 1943 roku wraz z kilkoma innymi oficerami
został aresztowany przez Niemców. Był inicjatorem ucieczki z więzienia w
Łomży, do której doszło w nocy z 12 na 13 stycznia. Dzięki pomocy polskich
strażników zbiegł wraz ze swym zastępcą, komendantem obwodu Łomża por. Stanisławem
Cieślewskim ("Lipiec") i dwoma innymi oficerami ze sztabu Inspektoratu.
Po ucieczce "Bruzdę", zdekonspirowanego w Łomży, przeniesiono
na stanowisko inspektora Inspektoratu IV Suwalskiego (obwody Suwałki i Augustów).
Zajął się tam przede wszystkim organizowaniem oddziałów leśnych. Dowodził
kilkoma uderzeniami partyzanckimi na niemieckie punkty oporu, prowadził
kilka rajdów za kordon graniczny na obszar ówczesnych Prus Wschodnich. Dobrze
mu się układała współpraca z operującą w Puszczy Augustowskiej partyzantką
sowiecką.
Wiosną 1944 roku w związku z nadchodzącą "Burzą", mjr "Bruzda"
powrócił na teren Inspektoratu Łomżyńskiego. W czasie "Burzy"
dowodził jego siłami. Na czele liczącego 600 ludzi zgrupowania OP 33 łomżyńskiej
pp walczył nad Narwią, zadając Niemcom duże straty. W walkach tych został
dwukrotnie ranny. Był jednocześnie zwierzchnikiem odtwarzanego przez obwód
Grajewo 9 psk AK, wsławionego dwudniową bitwą na Czerwonych Bagnach w rejonie
Grzędy - Osowe.
Po spotkaniu z Armią Czerwoną, gen. Fiodor Zacharow, dowódca 81 korpusu
50 armii, bardzo wylewnie dziękował mjr "Bruździe" za skuteczną
pomoc, jakiej udzielił jego wojskom. Ale jednocześnie, dał mu do wyboru:
albo partyzanci dobrowolnie złożą broń i pójdą do wojska, albo rozbrojenie
i deportacja. "Bruzda" pozostawił decyzję swym żołnierzom. Część
wstąpiła do armii Berlinga, grupę opornych wywieziono do ZSRR, pozostali
- z majorem na czele - rozeszli się po okolicznych wsiach.
Mjr "Bruzda" pozostał w konspiracji. Gdy komendant Okręgu Białostockiego
ppłk Władysław Liniarski ("Mścisław"), formalnie podporządkowując
się rozkazowi gen. "Niedźwiadka" o rozwiązaniu AK utworzył na
swym terenie tzw. Obywatelską Armię Krajową - mjr "Bruzda" powrócił
na dawne stanowisko inspektora łomżyńskiego. Zajmował je i później, po utworzeniu
WiN.
To dzięki niemu, Inspektorat Łomżyński stał się jednym z największych w
całym kraju ognisk zbrojnego oporu przeciw sowietyzacji. Istniały w nim
silne oddziały leśne, prowadzono zakrojoną na dużą skalę pracę propagandową,
wykonywano wiele zuchwałych akcji bojowych. I tak np. w maju 1945 roku,
partyzanci rozgromili we wsi Wyrzyki grupę operacyjną UB i MO, zabijając
w walce prawie dwudziestu funkcjonariuszy, uwolnili wszystkich aresztowanych
osadzonych w więzieniu w Łomży, opanowali Grajewo, gdzie także rozbili więzienie
oraz zdobyli siedzibę PUBP i komendy powiatowej MO. Większością takich akcji
- trudniejszych i o dużym znaczeniu - dowodził mjr "Bruzda". Tak
działo się do początku 1947 roku.
W kwietniu mjr "Bruzda" ujawnił się, opuścił łomżyńskie i wyjechał
w głąb kraju, by znaleźć dla siebie miejsce w nowej, nie chcianej, ale istniejącej
rzeczywistości. Nic z tych usiłowań nie wyszło. Zawodowy oficer broni pancernej,
przez swe całe dojrzałe życie chodzący w mundurze, na dodatek skażony AK
i WiN, nigdzie nie mógł otrzymać pracy, wszędzie odprawiano go z kwitkiem.
Nie ma z czego żyć, nie ma gdzie mieszkać. Ze Szczecina wraca do Warszawy,
tuła się po znajomych, pracuje dorywczo, śpi w przedpokojach lub na stole
w biurze. UB ciągle ma go na oku. Regularnie musi meldować się w komisariacie
MO, stale wzywany jest na różne indagacje i rozmowy, coraz bardziej brutalnie
nakłaniany do agenturalnej współpracy.
Wytrzymał to przez dwa lata. W kwietniu 1949 roku, po otrzymaniu poufnej
wiadomości, że w trakcie następnego spotkania w UB zostanie zatrzymany i
przewieziony na Rakowiecką - mjr "Bruzda" wraca w łomżyńskie.
Walka zbrojna już wygasła. Nie ma AK, nie ma WiN, nie ma żadnej organizacji,
która mogłaby pomóc w zakotwiczeniu się, w przystosowaniu do nowych warunków.
Są zwycięscy i wszechwładni ubowcy, podejrzliwie obserwujący każdego przybysza.
Niektórzy z nich dobrze wiedzą, jak wygląda dawny inspektor łomżyński.
Ale są też ludzie, myślący jak on i znajdujący się w podobnej jak on sytuacji.
Wokół "Bruzdy" zbiera się kilku dawnych żołnierzy AK i WiN. Wśród
nich jego stary towarzysz broni "Lipiec" (już kapitan).
" W krótkim czasie - pisał o tym fragmencie biografii "Bruzdy"
jeden z historyków PRL - zdołał on skupić wokół siebie grupę ludzi w skład
której weszli m.in. kpt. "Lipiec" (Bronisław Ciesielski), były
komendant łomżyńskiego obwodu AK, oraz "Rawicz" (Józef Ramontowski),
były komendant batalionu (rejonu WiN). Sam już skład grupy wykazuje, że
to nie była banda rabunkowa, ale organizacja o wyraźnym obliczu politycznym
(1)"
Organizacja? Po prostu mała (od 6 do 11 osób) grupa dawnych towarzyszy broni,
którzy w zniewolonym kraju chcieli być ludźmi wolnymi. I udawało im się
to przez kilka lat. Dobrze uzbrojeni, przerzucali się z miejsca na miejsce
na obszarze trzech powiatów: grajewskiego, łomżyńskiego i kolneńskiego.
Kwaterowali w wykopanych w lesie ziemiankach, bywali we wsiach, u gospodarzy
znanych im z lat walki. W prowiant i inne artykuły potrzebne do życia zaopatrywali
się - oczywiście nie płacąc - w państwowych sklepach.
Byli postrachem nadgorliwych wójtów, sołtysów, milicjantów. Likwidowali
ubowców znanych z okrucieństwa.
27 marca 1952 roku w czasie obławy w powiecie Kolno zginął kpt. "Lipiec".
Mjr "Bruzda" z kilkoma ludźmi nadal wędrował po trzech powiatach.
Trwało to jeszcze, w co trudno uwierzyć, dwa lata i pięć miesięcy. Poległ
23 sierpnia 1954 roku.