![]() |
"FUNDACJA
POLSKA SIĘ UPOMNI"
"Naród
tworzą ludzie Honoru, ludzie świadomi wspólnych wartości,
myśl z wykładów |
Marian
Bernaciak ORLIK
Marian Bernaciak
urodził się dnia 17 marca 1917 roku. W chwili śmierci miał więc 29 lat.
W stopniu majora był wtedy zwierzchnikiem wszystkich oddziałów i grup zbrojnych
WiN, trwających jeszcze na terenie Inspektoratu Puławy.
Po ukończeniu szkoły powszechnej w Rykach i gimnazjum im. Adama Czartoryskiego
w Puławach odbył służbę wojskową w Szkole Podchorążych Artylerii w Zambrowie.
Ukończył ją w 1938 roku w stopniu podchorążego, otrzymując przydział mobilizacyjny
do 2 Pułku Artylerii Ciężkiej w Chełmie. Do chwili wybuchu wojny był zatrudniony
jako pracownik kontraktowy w urzędzie pocztowym w Sobolewie.
1 września 1939 roku stawił się w 2 PAC, otrzymał nominację na podporucznika
i rozpoczął swą długą, trwającą bez mała siedem lat wojnę. We wrześniu walczył
z Niemcami i najeźdźcą sowieckim. Po dramatycznej obronie Włodzimierza Wołyńskiego
przed Armią Czerwoną dostał się do sowieckiej niewoli. Wieziony do obozu,
po minięciu Szepietówki, już na terytorium ZSRR, uciekł z transportu i w
mundurze wrócił do rodzinnego Zalesia. Nie miał tylko dystynkcji i czapki.
Transport szedł do Kozielska. Było w nim wielu oficerów 2 PAC, których później
zamordowano w Katyniu. Wśród nich przełożony ppor. Bernaciaka, płk Lucjan
Jasiński, dowódca artylerii grupy "Włodzimierz".
Natychmiast po powrocie, Marian Bernaciak rozpoczął działalność w Związku
Walki Zbrojnej, przyjmując pseudonim "Dymek". Prowadził w Rykach
niewielki sklep z książkami i materiałami piśmiennymi, który był przykrywką
jego pracy konspiracyjnej. Mianowany szefem Kedywu podobwodu "A"
(Dęblin - Ryki), należącego do Obwodu AK, był organizatorem i dowódcą wielu
akcji dywersyjno - sabotażowych. Jesienią 1943 roku zdekonspirowało go gestapo.
Poszedł wówczas do lasu na czele zawiązku oddziału partyzanckiego, który
wkrótce rozrósł się do kompanii. Był to sławny OP I/15 pp. "Wilków"
AK.
Wtedy "Dymek" stał się "Orlikiem". Wraz z oddziałem
uczestniczył w wielu akcjach zbrojnych. Dowodził nim w czasie "Burzy",
gdy oddział liczył już około 300 ludzi. Po wkroczeniu Armii Czerwonej i
nieudanej próbie marszu z pomocą Warszawie, oddział został rozwiązany. Zaczęło
się wielkie polowanie UB i NKWD na jego żołnierzy, a przede wszystkim na
dowódcę. Zabijano ich na miejscu, zamykano w więzieniach, wywożono do sowieckich
łagrów.
W marcu 1945 roku "Orlik" odtworzył oddział, by dać w nim schronienie
swym partyzantom i bronić chłopów przed gwałtami i rabunkami NKWD i UB.
Dowództwo oddziału powierzył por. "Świtowi" (Zygmunt Kęska), sam
zajął się organizowaniem zbrojnej samoobrony na terenie Inspektoratu Puławy.
Początkowo był podporządkowany Delegaturze Sił Zbrojnych, później wszedł
w skład WiN. Wkrótce jego zgrupowanie partyzanckie zyskało szeroki rozgłos
wieloma brawurowo wykonanymi akcjami zbrojnymi. Większością z nich "Orlik"
dowodził osobiście. Zgrupowanie, tropione zaciekle przez przeważające siły
wojska, UB, MO i NKWD długo trwało w desperackiej, z góry skazanej na klęskę
walce i do końca nie dało się zniszczyć. Walczyło jeszcze po śmierci "Orlika",
do marca 1947 roku.
"Orlik" poległ 24 czerwca 1946 roku, w trakcie powrotu z odprawy
dowództwa Inspektoratu WiN. Poległ razem z nim n/n "Ogarek" żołnierz
AK i WiN. W pamięci swych żołnierzy i wszystkich, którzy go znali, "Orlik"
pozostał wzorem oficera i dowódcy. Zrównoważony, rozsądny i opanowany, nie
szafował ludzkim życiem, cieszył się ogromnym autorytetem i szacunkiem.
Wymagał wiele, nie tylko od swych podkomendnych, ale i od siebie. Nigdy
nie wypił więcej niż kieliszek alkoholu. Ostro tępił pijaństwo, szerzące
się wśród niektórych partyzantów. Nigdy nie działał pochopnie. Każdą decyzję,
zwłaszcza taką która mogła pociągnąć utratę czyjegoś życia, rozważał starannie
i wszechstronnie. Gdy ją podjął, twardo dążył do jej realizacji. Rodziny
nie założył, bo uważał, że nie czas ku temu.
Dziś w Rykach, z którymi przez całe życie tak blisko był związany, upamiętnia
go napis na znajdującym się na tamtejszym cmentarzu grobowcu rodziny Bernaciaków.
Leżą w nim rodzice i najstarszy brat. "Orlika" tam nie ma, choć
widnieje tam jego nazwisko, pseudonim, funkcja i data śmierci. Gdy postawiłem
ten pomnik - mówi Lucjan Bernaciak - i kazałem napisać, że Marian był dowódcą
oddziału AK, wezwano mnie do UB w Garwolinie i powiedziano, żebym to skasował,
bo on tam nie leży, a ponadto nie wolno stawiać pomników bandycie. Odpowiedziałem,
że dla was to bandyta, ale dla mnie brat. Dali spokój i tak zostało. Dali
spokój, bo za bramą cmentarną kończyła się wszechwładza.
A jeśliby nawet wtargnęli na cmentarz i zaczęli rozbijać nagrobki, niewątpliwie
wywołaliby bardzo kłopotliwą dla siebie reakcję społeczeństwa, tego zaś
pragnęli uniknąć. Machnęli więc ręką. Do końca ich panowania "Orlik"
pozostał dla nich bandytą. Za takiego uważają go i dziś spośród nich, którzy
jeszcze żyją. Takim też był- i nadal jest - dla ich następców w SB i MO.